Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 232 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Piłka ręczna

wtorek, 28 maja 2013 22:09

           Wychodzi na to, że to moje ostatnie tygodnie trenowania piłki ręcznej w MUKS-ie. Szkoda. Nawet trener chłopaków się pytał dlaczego nie wybrałam technikum, połączyłabym przyjemne z pożytecznym. Niestety, jedna decyzja pociąga za sobą szereg nastepnym. A ta drużyna i tak niedługo przeżyję swój koniec, bo trener skupi się wyłącznie na młodzikach. A mi co pozostanie? Wspominanie zajebiście spędzonego pół roku, który przeznaczyłam na wylewanie potu na boisku. Żałuję, że ta przygoda potrwała tak krótko. Chociaż przynajmniej miałam okazję grać prawdziwą piłkę ręczną, a nie coś na wf-ie czy SKS-ach co nosi tę nazwę. 

           Czym dla mnie jest piłka ręczna? Przede wszystkim są to emocje. Radość i zmęczenie po udanym treningu. Szczęście, kiedy wygra się mecz. Smutek i rozgoryczenie po przegranym turnieju. To poświęcenie czasu. To pasja! Tak przede wszystkim. Osoby z pasją można zobaczyć na każdym treningu, a te bez niej? "Nie idę, nie chcę mi się." A na treningach furorę robi usprawiedliwienie: "Podobno ma dentystę." I trener: "Ona co tydzień odwiedza tego dentystę." To wylane łzy i pot. To po prostu sposób na życie. <3 

           Uwielbiam oglądać mecze reprezentacji. Przynoszą tyle emocji! I to słynne Bogdana Wenty: "Piętnaście sekund to bardzo dużo czasu" , "Musi być pierdolnięcie." ;) Uwielbiam człowieka za to jak motywował chłopaków. Planuję jechać na Mistrzostwa Europy 2016, które odbędą się w Polsce! I może jeszcze mecz, który będzie niedługo. No nic, wszystko okażę się jutro. 

 

 


oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Dwa lata wybiło

sobota, 25 maja 2013 11:47

           Także wybił 25.05. A to oznacza, że mój blog ma już dwa lata. A wraz z nim ja się starzeję i wyrabiam sobie własne zdanie na wiele spraw. Czego ostatnio było tu trochę więcej. Po za tym dzisiaj finał Ligi Mistrzów. <3 Ohh. Byle do 20.40. I pomyśleć, że mama sama proponowała mi, żebym jechała na Dni Koźmina. Dzięki bardzo, wolę obejrzeć mecz. A wczoraj Vive Targi Kielce obronilo tytuł Mistrza Polski, bo Mistrz jest tylko jeden! :D A 01.06 grają półfinał LM. Nie mylić z dzisiejszym finałem, bo to nożna, a Vive to ręczna. :3 

           Ten rok był dla bloga rokiem przełomowym. Wiele osób z otoczenia dowiedziało się o moim blogu, a czasami pisałam tu rzeczy, które wolałam, żeby nie były wiadome ludziom, których znam. Wystarczy mi to, że i tak bardzo dużo plotek powstaję o mojej skromnej osobie. I przyszedł czas na pierwszą zmianę nazwy adresu. Jednak nie okazała się wystarczająca, bo link posiadała osoba, której nigdy nie powinnam ufać. Czemu zorientowałam się tak późno? Dlatego dzisiaj witam Was z kolejną, miejmy nadzieję już ostanią zmianą adresu. Mam nadzieję, że szybko przyzwyczaicie się do tej zmiany. 

           Rónież w tym roku zmieniłam wygląd bloga, bo tamten najzwyczajniej w świecie mi się znudził. A znając trochę HTML-a można tworzyć cuda. 

 

 

"Boisz się samotności" - powiedział. Nie, jakbym się bała to bym wybaczyła osobie, która tego chciała. Byłam nieugięta, i ha! Nie żałuję. ;) A samotne spacery z rapem są zajebiste. Chociaż jakby On tam był i rapował, też bym nie narzekała. 

 

A wczoraj na plastyce siłowanie. <3 Wygrałam z Roksaną na lewą i prawą (O.o) rękę. Potem z Kubą nie pamiętam wyniku, z Krzysiem nie można tego nazwać siłowaniem (yy) , a z Bartkiem przegrałam, bo w pewnym momencie za mocno mnie ręka zabolała, a chociaż to była prawa, nie chciałam ryzykować kontuzją. 

 

Nie mam pamięci do imion, a uzupełniłam listę blogów, które odwiedzam. Oj długo się za to zabierałam. A, że nie mam pamięci do imion to w komentarzach poproszę, ponieważ wolałabym jakby pod każdym imieniem krył się link, a nie nazwą... ;) 


oceń
3
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Deser w szkole? Czemu nie!

środa, 22 maja 2013 22:14

           Musiałam przygotować z trzema osobami projekt na fizykę. Zawirowania zaczęły się od samego początku... Nie było mnie na wybieraniu grup i potem się okazało, że jestem, w której niekoniecznie chciałabym być. Oczywiście wszystko odkręciłam, przecież nie ma rzeczy niemożliwych. Potem było zastanowienie się nad tematem, zwłaszcza, że już nie mieliśmy dużego wyboru. Postanowiliśmy wziąć: "Czas na deser." Szybkie przemyślenie tematu: "No na lody nas nie stać, ale jakby tak zrobić im galaretkę..." A co jak co, ale ja i Fasola każdy Nasz pomysł wprowadzimy w życie. Jedna osoba z grupy miała obawy co do tego, druga się w to jakoś mało włączyłam, ale wszystko wyszło idealnie. Nawet pani sprzątaczka, która zajmuję się kuchnią w szkole Nam pomogła. Generalnie dzisiaj miała bardzo dobry humor. Aż dziwne! :O Potem nadszedł czas na prezentację projektu i degustację deseru. Komentarz: "Było bardzo dobre, tylko mało." Ha ha. A ja przynajmniej w spokoju mogłam przeczytać swoją kwestię. Oczywiście, że bez przygotowania i na gorąco.

W ogóle ten dzień był zakręcony i kilka spraw mogło zostać zawalonych, ale o dziwo wszystko poszło sprawnie i rewelacyjnie. A ja trochę kalorii spaliłam biegając w te i we w te po schodach. Oho. Sprawdzian z historii? Taka ja czyta pierwsze pytanie i wybucha śmiechem. Czy ona pisała go na trzeźwo? Bo byłam przyzwyczajona do o wiele trudniejszych sprawdzianów w jej wydaniu, niż dzisiejszy. I to nic, że kazała pochować zeszyty i piórniki. A ja w myślach: "Zapomniała pani o telefonach, bo przyszedł czas na ściągi mulitimedialne." :) 

            Co do poprzedniej notki nie chodziło o miłość. W sensie o miłość w pojęciu bycie dwóch osób ze sobą. Chociaż w sumie przyjaźń też można nazwać swojego rodzaju yy... miłością, ale niektórzy tego nie zauważają. Oj tak Nikuś coś tam w moim serduszku się dzieje, tylko ja nie lubię o tym wspominać i to nie jest nic z rzeczy zwanych tą najpopularniejszą miłością. Ja nazwałam coś miłością, ludzie postęp! Chociaż i tak nadal będę przy tym, że w wieku 16lat tylko nielicznym udaję się zakochać, reszta to zauroczenia spisane na straty. A tak sobie ostatnio jechałam rowerkiem i dostrzegłam znajomą w ciąży, która kłóciła się z swoim ukochanym psem. Przekomiczna sytuacja, aż chciało się ją uwiecznić na zdjęciu. Ta osoba jest właśnie przykładem, że miłość w tak młodym wieku się zdarza. Opisywałam ją już tutaj raz czy dwa. (klik) (ps. tamta data to była stara, ślub został przyśpieszony, każdy chyba się domyśla z jakiego powodu :)) 

 


oceń
2
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zmora (prawie)każdego ucznia

czwartek, 16 maja 2013 22:20

           Ostatnio rzadko tu bywam za co przepraszam. No, ale taka ładna pogoda i codziennie jakiś sprawdzian lub klasówka nie nastrajają do siedzenia przed komputerem. Jak się pewnie domyśliliście z tematu wpisu-dzisiaj będzie o matematyce. Chcąc mieć czwórkę na koniec roku muszę poprawić dwie klasówki, bo tę którą pisałam kilka dni temu kompletnie zawaliłam. A najlepsze jest to, że ze sredniej gładziutka czwórka mi wychodzi, ale liczą się klasówki! A z nich mam 3, 3- i jakąś niewiadomą, ale słabą jeszcze. :D Uczyłam się! Jednak co z tego, jak ona  i tak napisała wszystko po chińsku i człowiek nawet nie wiedział jaki wzór podstawić. Ba! Raz było napisane, że to graniastosłup i narysowane coś co miało niby to oddawać, a ja liczyłam wzorami na ostrosłup, bo ten rysunek był taki iście do tego podobny. ._. Potem poprawiłam, ale i tak mam źle, bo nie potrzebnie pomnożyłam razy dwa. A jutro poprawa z figur na płaszczyźnie! Podręcznik już się podarł, najwidoczniej nie chcę, żebym go męczyła. I wydaję mi sie, że to umiem, a jutro znowu będzie: WTF?! I jeszcze ona mi dzisiaj na lekcji mówiła, że to jest proste. Tak, oczywiście. 

            Ktoś trenerowi powiedział, że jestem chora i leżę w łóżku. Także on odwołał trening, bo mu się nie opłacało go robić. A ja sobie cała i zdrowa przyszłam i trener chłopaków mówi, że my dzisiaj nie mamy. Jeszcze dwie dziewczyny były. I pozwolił, żebyśmy z Nimi mieli. One sobie poszły. O.o Ja zostałam, bo było tylko pięciu chłopaków i im bramkarza brakowało. Ha ha. Te ich rzuty są zupełnie inne niż dziewczyn. To sobie przynajmniej trochę pobroniłam. 

            Tak w ogóle to jest źle. Pojebało się. *.* Zamykam się w skorupie, nic na to nie poradzę. Przyjaciele i tak odchodzą to lepiej być od samego początku twardym. Potem jak ktoś postanowi zniknąć z Naszego życia nie cierpimy tak bardzo jakbyśmy byli do niego przywiązani. W sumie nie chcę być taka oschła, drażliwa. Tak, jestem drażliwa. Udała mu się ta diagnoza w 100%. W sumie co z tego jak i tak nikt nie będzie wiedział wszystkiego. A Oni nie chcą bawić się w zgadywanki. No, a ja nigdy nie potrafiłam mówić o uczuciach i się nie nauczę. I jeszcze ta piosenka, która nie chcę mi dać spokoju: "This is love." Całą tę miłość sobie wszyscy mogą wsadzic. ._. Ona też rani. 

 

 

Tydzień bez Niego. I to uświadomienie, że jest się uzależnionym. ._. Nie polecam. 

 

Nienawidzę tego, że nie mogę wytrzymać sama ze sobą, a co dopiero ludzie ze mną. 


oceń
2
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Dzieci

wtorek, 14 maja 2013 22:44

             Nie wiem czy Wiecie, ale uwielbiam dzieci. Kocham obserwować ich zachowanie, przywiązanie do rodziców i patrzeć jak słodko śpią. Są wtedy takie niewinne... 

          W sobotę na mszy siedziałam ściśnięta między dwoma starszymi panami. Wcześniej zmokłam na rowerze to przynajmniej ciepło bijące od nich mnie osuszyło. Przede mną siedziała pani z może dwuletnim synkiem. W pierwszych minutach mszy nie utrzymywałam kontaktu wzrokowego z brzącem próbując dostrzec księdza z pomiędzy wyższych ode mnie ludzi. Nawet pożałowałam, że nie usiadłam w pierwszej ławce. Chyba po raz pierwszy nie podobało mi się kazanie proboszcza. Mówił, że tylko ludzie twardo stąpający po ziemi mają szansę na pójście do nieba, a Ci bujający w obłokach nie mają co na to liczyć. Owszem, czasami trzeba być zdecydowanym i stanowczym, ale jest też czas, kiedy można sobie pozwolić na marzenia. :)) Moim zdaniem Nasze życie bez wyobraźni i jakiś tam swoich światków byłoby jednokolorowe, a chyba nie o to chodzi. W tamtym momencie przestałam go słuchać i zajęłam się dzieckiem. W końcu one potrafią z niczego zrobić coś, a zwykła podłoga to może być lawa. Chyba każdy z Nas doskonale to pamięta. Zaczęłam się do Niegu uśmiechać. Z początku nie był przekonany i odwracał wzrok. Jednak niezniechęcona ja go przekonała i potem nawet mrugaliśmy do siebie. :D Postanowił nie tylko mieć ze mną kontakt wzrokowy, ale również mnie dotknąć. Stał się przez to bardzo niespokojny. Uuupss. "Zaczynał" się w chłopaka z mojego gimnazjum, który siedział obok Niego. Podziwiałam go za to, że nawet nie drgnął na te zaczepki. Ha ha. Chciał się przemieścić do mnie, jednak nie mógł wdrapać się na ławkę. A jak już prawie mu się udało... to mama go ściągnęła. Wtedy wysłaliśmy sobie zawiedzione minki. W drodze powrotnej nawet deszcz mi nie przeszkadzał. Przecież to było udane Nabożeństwo, które można nazwać: "Jak komunikować się bez słów." 

          W niedzielę przebywałam w towarzystwie: rocznego chłopczyka, 6letniego chłopca, 8 i 10letnich dziewczynek i 20letniego chłopaka. Pierwszy był słodki, drugi stwarzał pozory takiego nastolatka, który myśli tylko o tyłku i cyckach. Ha ha. 8 i 10latka to wiadomo, dwie dziewczynki, pierwsza kończąca okres dzieciństwa, a druga już po mału wbijająca w ten przednastoletni... A 20latek? To tam wiadomo. Zapamiętałam, że miał takie męskie, ciepłe dłonie. :) Już pod koniec przebywania z Nimi-8latka rzuciła zapytanie: "Kto lubi Wiolettę?" Wszystkie rączki się podniosły, oprócz rocznego dziecka i 20latka. Mały jednak wydał dźwięk, który mógł sugerować, że się zgadza. A A. (niech będzie symboliczna literka 20latka) przecież nie będzie się wydurniać, w końcu ma swoje lata. Ha ha. Bardzo poważny z Niego człowiek tak na marginesie. W pewnym momencie 6latek powiedział: "Ja jej nie lubię tylko kocham." Ja: "Jestem dla Ciebie za stara." 10latka: "Ale idealna dla A.!" To było wypowiedziane z takim błyskiem w oku. A. zrobił prawie facepalma i zabił wszystkich tam wzrokiem, oprócz mnie, bo stałam za nim i szybko się wycofałam. Zastanawia mnie tylko czy coś im powiedział. Potem bylo jeszcze o ślubie z 6latkiem. Pewnie, w końcu dla dzieci wiek nie gra jakiegoś problemu. A dla ludzi starszych? Kilka lat to problem nie do przejścia. ._. 

          Jeszcze sytuacja z Biedronki. Idąc do kasy zauważyłam matkę z dwójką synów. Ten starszy (na moje oko z 5 lat) robił awanturę o to, że nie chciała mu czegoś kupić. I idź tu z dziećmi do sklepu, ja bratu przeważnie ulegam i dostaję lizaka. :) Zresztą On wie, że na więcej nie może z mojej strony liczyć, więc jest okej. Dziecko było zapłakane, matka na nie wściekła. Oboje uparci, ale charakterek po części się dziedziczy. Zapłaciłam i szybko zbliżałam się do wyjścia (czas mnie gonił, ha ha) i zauważyłam tego samego chłopca chowającego sie za kartonami. Było takie szybkie przeanalizowanie czy wrócić i powiadomić o zajściu matkę, ale zdecydowałam, że nie jest ukryty jakoś specjalnie dobrze i szeroko się do niego uśmiechłam i pokazałam uniesiony kciuk w górę. W sumie matka też mu mogła jakoś racjonalnie wytłumaczyć dlaczego mu tego nie kupi, a nie od razu krzyczeć. Nienawidzę jak ktoś drze się na dzieci zamiast spokojnie wyjaśnić. 

           A morał z teji historii jest taki, że tak naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych tylko My wierzymy w jakieś sterotypy i "co ludzie powiedzą". A w końcu najważniejsze jest Nasze szczęście. I trzeba z wszystkimi umiejętnie rozmawiać. To dużo daję. I kochać dzieci. Tak. <3 To jest miłość odwzajemniona i bezinteresowna. 

Tak na marginesie. Kotka zaufała i doceniła mnie i brata  i pokazała, gdzie okociła swoje potomstwo. To taka jedyna pozytywna wiadomość dzisiejszego dnia. 

 

 


oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

niedziela, 25 czerwca 2017

O mnie

Mam na imię Wioletta. Urodziłam się w 1997 roku. Jestem niesforna, miła, gadatliwa. Mam swoje zdanie, którego umiem bronić do końca. Często spotykam ludzi z problemami. Spokojnie - tego nie znajdziecie na tym blogu. Interesuję się piłką ręczną. Uwielbiam czytać.
GG: 20221950

O moim blogu

Blog powstał 25 maja 2011 roku. Akurat czytałam bloga, który powiedzmy był moją inspiracją. Owa strona stała się moją ostoją od codzienności. Można tutaj znaleźć kawałek mnie. Po części opisuję swoje ...

więcej...

Blog powstał 25 maja 2011 roku. Akurat czytałam bloga, który powiedzmy był moją inspiracją. Owa strona stała się moją ostoją od codzienności. Można tutaj znaleźć kawałek mnie. Po części opisuję swoje życie. Dlaczego Dziecie Kwiatu? W tamtym czasie dziewczyny z byłej klasy miały `coś` do mnie. I na pewnym forum zaczęły o mnie wypisywać nieprawdziwe rzeczy, nazywając mnie właśnie Dziecie Kwiatu, myśląc, że nie domyślę się, iż o mnie chodzi. Nie wiem czy nazwa miała być obraźliwa? Jeśli tak to im nie wyszło... Adres w takim razie nie ma nic wspólnego z hippisami. :)

schowaj...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Ankieta

Zmienić coś na blogu?




Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to